Od razu napiszę, że nie będę tu pisał o tym, jaki doping stosować, bo zupełnie się na tym nie znam i jestem przeciwnikiem takich eksperymentów na własnym zdrowiu. Za to postaram się opowiedzieć o tym, jaką rolę odgrywa doping na poziomie zawodowych graczy squasha.

Według źródeł, do których udało mi się dotrzeć, squash jest jednym z najczystszych sportów. Za jedną  z przyczyn tego stanu rzeczy upatruje się stosunkowo nieduże pieniądze, jakie są związane z tym sportem. Niestety nie jest to tylko zasługa tego, że tylko prawi idealiści wychodzą na korty 😉

Jeśli chodzi o szczegóły, to od  rozpoczęcia badań, czyli roku 1989, do roku 2015, zaledwie 20 graczy było podejrzanych o stosowanie środków niedozwolonych. Z czego u 15 wykryto kannabinoidy (organiczne związki chemiczne oddziaływające na receptory kannabinoidowe. W uproszczeniu, mowa o substancjach wpływających na odczuwanie bólu, łaknienia, reakcje immunologiczne organizmu. Występują między innymi w marihuanie.  U czterech osób stwierdzono zażywanie środków stymulujących, takich jak amfetamina, kokaina lub efedryna. Tylko u jednej osoby wykryto kortykosteroidy. Czyli na wszystkich przebadanych, tylko jeden gracz został przyłapany na braniu sterydów.

Zdaniem Amr Shabany, kolejnym z powodów, dla którego gracze squasha nie sięgają po doping jest to, że jest to sport tak wszechstronny, że potencjalne korzyści ze stosowania dopingu nie są w stanie przeważyć znacząco nad ewentualnymi stratami, bo nawet wspomagane chemicznie podbicie jakieś właściwości ludzkiego organizmu, nie pozostaje bez wpływu na pozostałe. Innymi słowy, nikt nie zaryzykuje np. większej wydajności kosztem szybkości czy koncentracji na korcie (znów wraca temat pizzy).

Od stycznia 2015 roku, gdy wprowadzono nowe kryteria antydopingowe, każdy zawodnik ma tak zwany paszport biologiczny, w którym zapisywane są różne parametry organizmu, pozwalające na wykrycie znaczących odchyleń, mogących budzić podejrzenia. Na temat szczegółów procedur, substancji zakazanych, itp. można poczytać na oficjalnej stronie WSF (World Squash Federation): http://www.worldsquash.org/ws/athletes/anti-doping/anti-doping.  Z ciekawostek dodam tylko, że WSF wydaje rocznie około 20 tysięcy dolarów amerykańskich na testy.

Niestety same testy nie są obojętne dla graczy. Procedury są opracowywane tak, żeby minimalizować ryzyko oszustw, niestety czasem chyba zapomina się o tym, że gracze to też ludzie.

Jednym z częstych powodów do narzekań, jest pora o której testy są przeprowadzane. Może to być na przykład 6-7 rano i dla wielu graczy często oznacza to zaburzenie ich wypoczynku lub nawet planu turniejowego, w którym odpowiedni sen ma bardzo ważne miejsce. Czasem testy zdarzają się w trakcie posiłku, który trzeba przerwać i jeśli ma to miejsce w hotelu, może być problem z jego dokończeniem.

Drugim nieprzyjemnym aspektem, jest to, że badany musi się rozebrać do naga, żeby ograniczyć możliwość podmiany próbki. Sami przyznacie, że może to być trochę poniżające przeżycie.

Niestety zachowanie samych testujących pozostawia czasem wiele do życzenia i choć nie ma żadnych statystyk dostępnym w tym temacie, wielu byłych i obecnych zawodników światowej czołówki,  uskarża się na to, jak zostali potraktowani.

Najgłośniejszym zarejestrowanym przypadkiem była sytuacja, która spotkała 4-krotnego mistrza świata Amra Shabanę w 2009 roku. Po trwającym 86 minut pojedynku w British Open, nie wytrzymał on oczekiwania na kogoś z komisji i w końcu poszedł pod prysznic i ulżyć pęcherzowi. Gdy w końcu poproszono go o próbkę moczu, miał problem z jej oddaniem. Dopiero po kilku godzinach picia m.in. piwa udało mu się tego dokonać. W konsekwencji do hotelu wrócił bardzo późno, a następnego dnia przegrał 0:3 z Willstropem w zaledwie pół godziny.

Mniej dotkliwa przykrość spotkała Nicka Matthew, który po zdobyciu złotego medalu w roku 2014, nie mógł w końcu nacieszyć się wygraną z rodziną i znajomymi, bo najpierw czekał na testującego, a następnie tylko w jego ponurej obecności, spędził kolejne cenne dla niego minuty. Jak sam później przyznał w wywiadzie, zupełnie go to rozbiło i nigdy w pełni nie nacieszył się tym medalem, bo choć przed turniejem gracz nastawia się na różne problemy, to już chyba nikt nie planuje strategii na ewentualne problemy po wygranym turnieju.