Sezon na morsowanie zaczął się już na dobre. Na obszarze prawie całej Polski spadł śnieg, co tylko korzystniej wpływa na przyjemność z tej formy rekreacji. Jednak, czy morsowanie faktycznie jest dla nas korzystne?

Sądząc po relacjach w mediach i liczbie wpisów w mediach społecznościowych, w zeszłym sezonie morsowanie miało szczyt popularności w Polsce. Ponieważ sam jestem fanem zimnych kąpieli, postaram się dzisiaj przybliżyć ten temat. Oczywiście skupię się głównie na ewentualnych korzyściach, jakie ta forma rekreacji może nieść dla graczy squasha, ale mam nadzieję, że zebrane informacje przydadzą się wszystkim, którzy już morsują lub zastanawiają się, czy zacząć morsować. Myślę, że parę osób spodziewało się takiego artykułu po tym, co pisałem w: Oddech ognia – rozgrzewka wstępna.

Czym jest morsowanie?

Przyjmuje się, że morsowanie to kąpiel w wodzie o temperaturze poniżej 10°C, ale nie ma nigdzie ścisłej definicji morsowanie. Jedni uważają, że morsowanie zaczyna się wówczas gdy temperatura wody jest poniżej 5°C, inni dodają jeszcze inne warunki, które muszą być spełnione. Powyżej tych temperatur (5°C) mówi się, o zimnych kąpielach lub pływaniu ekstremalnym. Nie będę tego roztrząsał.

Ja, na potrzeby tego artykułu przyjmuję, że morsowanie, to kąpiele w wodzie o temperaturze poniżej 5°C, bo tak przyjęto w większości badań, do których będę się odwoływał. Ponieważ w basenie na zewnątrz kąpię się przez cały rok, osobiście nie mam potrzeby definiowania tej kąpieli zależnie od temperatur lub pogody. Nie uważam się za morsa, bliżej mi do pływaka amatora.

Czasem się nie kąpię, szczególnie gdy Kroksa wyprowadzają na spacer.

Dla wielu miłośników morsowanie to wydarzenie towarzyskie. Całe grupy zbierają się, żeby wspólnie wykąpać się w jeziorze, stawie, rzece, morzu czy nawet basenie, który specjalnie w tym celu jest otwarty zimą. Czasem takie morsowanie, traktowane jako rodzinne wydarzenie społeczne jest dla uczestników ważniejsze, niż sama kąpiel.

Czy morsowanie jest dla wszystkich?

Nie, nie jest i nie dajcie sobie wmówić, że jest inaczej.

Przeciwwskazania to między innymi niewydolność układu krążenia, tętniaki, epilepsja, choroby tarczycy i niektóre inne przewlekłe choroby. Jeśli coś wam dolega, koniecznie skonsultujcie się z lekarzem, zanim zaczniecie morsować. Pamiętajcie, że chodzi o wasze życie.

Badacze z UK w swojej pracy (1) wskazują, że morsowanie niesie za sobą więcej ryzyko niż ewentualnych korzyści. Wyspiarze wiedzą, o czym piszą, to szacuje się, że zależnie od sezonu, w wyniku morsowania umiera u nich nawet do tysiąca osób w ciągu jednego sezonu, nie wliczając to zgonów spowodowanych powikłaniami.

Najczęstszymi przyczynami nieszczęść są brawura, nieodpowiedzialność, niewłaściwe przygotowanie i alkohol. Dlatego zaczynając morsowanie, warto robić to pod okiem kogoś doświadczonego. Nie morsować samodzielnie i w nieznanych akwenach. No i nigdy nie powinno się wchodzić do wody pod wpływem środków odurzających lub pobudzających.

Jakie korzyści daje morsowanie?

Na dobrą sprawę to nie wiemy nic na pewno.

Nie znamy mechanizmów zachodzących w ludzkim organizmie w czasie kąpieli w wodzie o temperaturze w okolicach 0°C. Nauka dopiero zaczyna je badać i trzeba jeszcze trochę poczekać na wiarygodne doniesienia, bo nie są to proste badania.

Dowody potwierdzające korzyści wynikające z morsowania są mało wiarygodne, ponieważ badania były prowadzone na bardzo małych grupach osób (2). Jedyne większe badania to już wspomniane (1). Do tego brak jest dużych badań, które wskazywałyby jednoznacznie na morsowanie jako jedyny czynnik sprawczy. Zwykle osoby morsujące, to osoby aktywne fizycznie i w trakcie badań, nie da się jednoznacznie określić, czy dany skutek wynika z morsowania, czy aktywności fizycznej, czy może jeszcze innych czynników związanych z dbaniem o własne zdrowie (np. dieta).

Już samo morsowanie wiąże się z aktywnością fizyczną. Rozgrzewamy się przed wejściem do wody, ćwiczymy również po wyjściu z niej, żeby się ponownie ogrzać. Trudno będzie jednoznacznie określić, że poprawa, którą badani mogą odczuwać, związana jest wyłącznie z zanurzeniem w zimnej wodzie, a nie z ćwiczeniami fizycznymi, które temu towarzyszą. Bez wspominanych w poprzednim punkcie opisów tego, jak zimna kąpiel wpływa na nasz organizm, trudno nawet prawdopodobnie zgadywać, co wynika z czego.

Według badania (2) morsowanie może zwiększyć naszą odporność na stres innych rodzajów, ale korelacja jest słaba i znów nie wiemy, czy nie jest to wynik socjalizacji, czy może relaksu jako takiego, a nie koniecznie zimnej wody.

W badaniu (3) wykazano, że enzymatyczna bariera antyoksydacyjna działa sprawniej w grupie doświadczonych morsów, niż w grupie osób niestosujących tego typu zabiegów. Lepsza obrona antyoksydacyjna chroni organizm morsów przed szkodliwym działaniem wolnych rodników tlenowych. Tylko znów nie udało się ustalić, w jakim stopni to wpływ wyłącznie zanurzenia się w zimnej wodzie, a w jakim towarzyszących mu pozostałych okoliczności (nie bez znaczenia może być choćby to, że w trakcie morsowania często piję się rozgrzewające herbaty lub kawę, które tez mają właściwości antyoksydacyjne).

Ciekawe dane mamy z badania (4): dane epidemiologiczne wskazują na zmniejszenie częstości zakażeń układu oddechowego o 40% w grupie osób regularnie morsujących. Przydałoby się zestawić te badania z podobnymi dotyczącymi osób regularnie uprawiającymi sport na wolnym powietrzu przez cały rok, ale nie morsującymi. Niestety brak takowych danych statystycznych.

Najciekawsze, z punktu widzenia gracza squasha wydają się wyniki badań (5): pływanie w zimnej wodzie może przyczyniać się do redukcji bólu na okres przeszło 24 godzin, stąd znajduje korzystne zastosowanie w wielu jednostkach chorobowych, takich jak reumatoidalne zapalenie stawów, czy fibromialgia. Czyli zimne kąpiele mogą pomagać na DOMS lub inne stany zapalne po wytężonym wysiłku. Niestety nie wiemy, jakie to ma skutki długofalowe.

No i jeszcze na koniec tej wyliczanki. W badaniu (2) opisali wpływ regularnych kąpieli zimowych na ogólne samopoczucie morsów. Wyniki badań potwierdziły, że w wyniku adaptacji do zimnej wody doszło do istotnego zmniejszenia napięcia i zmęczenia oraz poprawy nastroju i pamięci. Wykazali, że osoby morsujące miały więcej energii i wigoru oraz wykazywały większą aktywność niż grupa kontrolna. Tylko że podobne wyniki osiąga się dla osób uprawiających regularnie sport, brak dowodów na to, że morsowanie i uprawianie sportu sumują jakość te korzyści.

Zatem czy warto?

Na to pytanie musicie sobie odpowiedzieć sami, rozważając ewentualne korzyści i zagrożenia. Jeśli nie ma ku temu przeciwwskazań, to warto spróbować i zobaczyć czy macie z tego przyjemność. Jeśli morsujecie i to lubicie, to warto to kontynuować, jak każdą inną aktywność fizyczną, szczególnie jeśli dzięki temu czujecie się lepiej.

Jeśli chcecie zacząć morsować, żeby zwiększyć swoją odporność, to też warto spróbować (po konsultacji z lekarzem), bo nawet jeśli nic innego nie zadziała, to może skorzystacie na efekcie placebo (zdaje się, że to nadal najskuteczniejszy „lek” na świecie). Każdy pretekst jest dobry, żeby ruszyć się z domu i trochę poruszać na świeżym powietrzu. Jest moda na morsowanie, to dajcie się jej ponieść, byle w granicach rozsądku.

Pamiętajcie tylko, że jest też moda na squasha, więc równie bardzo, a właściwie to nawet bardziej (na korcie nie ma ryzyka utonięcia — aż tak bardzo nikt się nie poci) wybrać się na kort i zobaczyć ile można mieć z tego radości. Zimne kąpiele mogą poczekać, z squashem szkoda czekać.

Kiedy morsować?

Żeby już tego artykułu nie przedłużać, skupię się tylko na moich doświadczeniach, bo co grupa morsująca, to odmienne zdania.

Ja lubię wskoczyć do lodowatej wody rano, gdy okolica jeszcze śpi, żeby się rozbudzić i złapać trochę ożywienia na początek dnia. Cisza, gwiazdy na niebie, śnieg dokoła — ma to jakiś romantyzm w sobie. Nie bez znaczenia jest też fakt, że smog jest mniejszy, bo kopciuchy jeszcze śpią. Wtedy też zwykle woda jest najzimniejsza. Najprzyjemniej jest wchodzić do takiej lodowatej wody, gdy świeci słońce i nas ogrzeje przed i po wejściu. W dni wolne często robię tak, że czekam na południowe słońce, żeby skorzystać z kąpieli, chyba że zapowiada się na smogowy dzień.

Nie morsuję w dni treningowe lub sparingowe. Gdy temperatura wody spada poniżej 5°C, to każda taka kąpiel wiąże się z niemałym wydatkiem energetycznym dla organizmu. Nie chcę, żeby potem zabrakło mi tej energii na korcie. Za to bardzo lubię morsować w dniu po treningu. Skoro zimna woda pomaga na stany zapalne, to powinna pomagać w DOMS. U mnie pomaga 🙂 (nie ważne, czy to tylko w głowie, czy wpływ tej zimnej wody, ważne że działa).

Wygrzeję się znów w lecie:

Przypisy

  1. https://physoc.onlinelibrary.wiley.com/doi/full/10.1113/EP086283
  2. Huttunen P., Kokko L., Ylijukuri V., Winter swimming improves general well-being, Int J Circumpol Heal, 2004, Nr 62(2), s. 140-144.
  3. Mila-Kierzenkowska C., Sutkowy P., Woźniak A., Boraczyński T., Pieszczyńska O., Wesołowski R., Rajewski P., Hartowanie ciała podczas kąpieli zimowych a obrona antyoksydacyjna organizmu. [W:] Sport i wychowanie zdrowotne, M. JurgielewiczUrniaż (red.), Olsztyńska Szkoła Wyższa im. Józefa Rusieckiego, Olsztyn, 2011, s. 143-153.
  4. Kolettis T.M., Kolettis M.T., Winter swimming: healthy or hazardous? Evidence and hypotheses, “Med Hypotheses”, 2003, Nr 61(5-6), s. 654-6.
  5. Hirvonen H., Mikkelsson M., Kautiainen H.P., Leirisalo-Repo M., E’ectiveness of di’erent cryotherapies on pain and disease activity in active rheumatoid arthritis, A randomized single blinded controlled trial, “Clin Exp Rheumatol”, 2006, Nr 24 s. 295-301.

Na koniec pytanie, czy chcielibyście przeczytać podobny artykuł na temat metody Wima Hoffa? A może powinniśmy jednak bardziej skupić się na squashu? Wasze odpowiedzi proszę, zostawcie w komentarzach lub w mediach społecznościowych.